Blog > Komentarze do wpisu

Uwaga! Notka zawiera siarczyny!

Witajcie, Drodzy Moi! Proszę, spocznijcie sobie na wirtualnej kanapce, wykonanej tylko z wirtualnie organicznych materiałów...Wirtualne w idealnej temperaturze do spożycia, możemy zaczynać. Założę się, że nieraz słyszeliście mrożące krew w żyłach historie o tym, jak ktoś kupił kiedyś wino z USA, następnie spożył je w dobrej wierze i z przyjemnością, a potem obudził się ze straszliwym bólem głowy...wstał, podszedł do butelki, a tam już z daleka świecił napis – „contains sulfites”. No i wszystko jasne, amerykańscy winiarze, skuszeni łatwym zarobkiem dodają do wina „siarę” – wszak na butelkach win europejskich śladu takich ostrzeżeń nie ma. Rzeczywistość jednak bywa czasem nieco odmienna od naszych mniemań od niej – no nie to, że niby oglądamy tylko cienie w jaskini, ale tak jakby coś w tej poetyce ;-) Tak bowiem się składa, że sulfites, czyli siarczyny, to składnik wina tak integralny i niezbędny jak sok z winogron niemalże. Używane były już w czasach antycznych i są po prostu konieczne, jeśli chodzi o przeciwdziałanie utlenianiu wina i jego konserwację – między bajki można włożyć opowieści o ich okropnej toksyczności, która (jak zwykle) ukrywana bywa przed społeczeństwem przez korporacje zarabiające krocie na serwowaniu nieświeżych sałatek konserwowanych siarczynami itp.itd. Oczywiście, można mieć alergię na siarczyny, i nawet zejść z ich przyczyny z tego padołu łez; ale jest to ryzyko dokładnie takie samo jak to, że przytrafi się nam to ostatnie doświadczenie za przyczyną truskawek, orzeszków albo wrednej pszczoły. Po prostu, alergie nie są powodowane rodzajem spożywanych produktów tylko dysfunkcją układu immunologicznego, a to jest znowu cechą indywidualną. „Wszystko jest trucizną i nic nią nie jest; to zależy jedynie od dawki” – to zdanie Paracelsusa, ojca toksykologii poznaje każdy, kto chociaż otarł się na studiach o biologię (większość, niestety, się nie ociera). No, ale nie o niziuteńkim poziomie wiedzy biologicznej społeczeństwa miałem rozprawiać (co ja tam zresztą wiem o społeczeństwie ;-) tylko o siarczynach. A tych ostatnich np. jest często dużo więcej, niż w winie, w produktach naturalnie bogatych w siarkę w różnych postaciach, czyli cebuli, czosnku, a nawet morelach. Mało tego, organizm człowieka sam je wytwarza, bo są mu potrzebne do funkcjonowania. Dlaczego w takim razie nie ma informacji „zawiera siarczyny” na nalepkach win z Europy? Przyznam się, że nie mam zielonego pojęcia, choć może warto by było odwrócić pytanie - czemu jest to wymóg konieczny w USA? Jednak także w tym wypadku, nie mam pojęcia. Jeśli nie trzeba podawać informacji o ilości zawartego alkoholu w winie i piwie (a wszak nie ma wątpliwości, że alkohol trucizną straszliwie okropeczną jest), a trzeba o siarczynach, to ja, przyznam się, za taką logiką nie nadążam i nawet nie chcę próbować odgadywać intencji ustawodawcy. Wracając jednak do siarczynów i wielu fałszywych o nich mniemań  - jestem pewien przynajmniej dwóch rzeczy ich dotyczących - wiem, że sulfity w winie na pewno nie powodują bólu głowy (to raczej alkohol i dyspozycja wątroby spożywającego w danym dniu, ilość jedzonka w żołądku pijącego etc.), oraz tego, że nie są one wyczuwalne dla nosa średnio wytrenowanego kipera (zapach siarki w winie może pochodzić z innych powodów; najczęściej jest to zresztą siarkowodór produkowany przez „złe” bakterie które nadpsuły\popsuły wino, a nie dwutlenek siarki). Aha, no i żeby nie było wątpliwości – wina z Europy zawierają siarczyny dokładnie tak samo, jak wina skąd indziej. No i, last but no least, Wirtualne oczywiście zawiera siarczyny. Moi Drodzy, nie dajcie się zwariować. Wasze Zdrowie!

wtorek, 19 czerwca 2007, sofanes

Polecane wpisy

  • Old vines

    Wśród wielu określeń i dziwacznych haseł, na jakie natknąć się może winopijca próbujący odcyfrować etykietę wina, znaleźć się może – choć pewnie z częstoś

  • Wesołe jest życie Loży

    No i proszę, tak się ten światek ostatnio toczy, że dopiero co zdawałem relację z ostatniego spotkania Loży, a tu już czas pisać kolejną. Po części spowodowane

  • Avignonesi Vino Nobile di Montepulciano 2005

    Pastwiłem się ostatnio nad El Sol bez pardonu, na szczęście pokrzepienie nie było daleko.Z cyklu „wina otrzymane” trafiło do mnie Nobile di Montepul

TrackBack
TrackBack URL wpisu: