Blog > Komentarze do wpisu

Etykieta etykietek

Wyobraźcie sobie, że dawno, dawno temu, w czasach tak odległych i dziwnych, że jak niektórzy opowiadają w rodzinnym naszym kraju każdego ranka cudownym sposobem można było znaleźć na wycieraczce butelki z mlekiem, zaś użycie słów „Cabernet Sauvignon” albo „Pinot Noir” mogło kojarzyć się jedynie z knowaniami obcych wywiadów z wrażych krajów, Ktoś Gdzieś Kiedyś (prawdopodobnie nie w Europie) wpadł na pomysł iście diabelski (żeby nie powiedzieć – szatański ;-)

Wbrew tradycji, wbrew możnym tego świata, wbrew snobom i zdrowemu rozsądkowi – tajemniczy Ktoś postanowił nazywać wina nie nazwami własnymi, jak np. „Chateau de Bombastic” (choćby winnica mieściła się w piwnicy domu rodziców), ale np. „Skok Żaby” albo „Goła Stopa”, informując przy tym o rodzaju winogron, z jakich dane wino powstało. No dobrze, powiedzmy, że ten „Ktoś” nie był taki tajemniczy, a można o nim mówić raczej jako o kolektywie winiarzy z Nowego Świata...
Takie podejście do konsumenta okazało się to strzałem w dziesiątkę – nie każdy był szczęśliwy (a już na pewno amerykanie) mając w perspektywie poznawanie geografii zakątków Francji i tajników systemów apelacyjnych, po to tylko, żeby kupić czasem butelkę dobrego wina do obiadu. Podawanie w nazwie wina rodzaju winogron, z którego zostało ono wyprodukowane, to zwyczaj stosunkowo młody, który będzie już chyba tylko zyskiwał na popularności, bo jest to informacja najzwyczajniej w świecie bardzo przydatna. Kiedy jeszcze Degustacja Paryska w 1976 wstrząsnęła posadami winiarskiego świata i zainspirowała winiarzy Nowego Świata do bardziej śmiałych eksperymentów, co poskutkowało szybkim wzrostem jakości win pochodzących spoza Europy, francuscy winiarze szybko odkryli, że mają problem.

Problem, który od tamtego czasu już tylko rośnie...
Trochę później amerykańscy marketingowcy (a może australijscy...? Nie pomnę już teraz, ale zdaje się, że inspiracją do dyskusji była kariera australijskiego Yellow Tail) odkryli, że wina ze zwierzątkami na etykietach sprzedają się lepiej niż wina bez tychże, i francuskie wina coraz częściej zaczęły przypominać w sklepach zgromadzenie Kopciuszków (mówię tu o winach ze średniej półki – prawdziwie prześliczne etykiety Moutonów tworzone przez najlepszych artystów to zupełnie inna bajka).

Z drugiej strony, co za dużo, to niezdrowo.
Mam wrażenie, że z roku na rok, kiedy wchodzę do działu z winami popularnymi, coraz ostrzej z etykiet atakuje pstrokacizna kolorów i dziwacznych wzorów. Daleki jestem od narzekania – to w sumie sympatyczne; szkoda tylko, że to co początkowo miało podkreślać unikalność marki i w domyśle sugerować „oto wino stworzone przez winiarzy gotowych do łamania stereotypów” dołączyło do długiej listy tricków marketingowych.
No wiem, wiem; moje zdziwienie może nie jest zanadto przekonujące, w końcu tak się ten światek toczy, jak pisał Wolter, i aż taki naiwny nie jestem, żeby tu rozdzierać szaty.
„Zmęczenie materiału” u konsumentów, którzy powoli przestają zwracać uwagę na coraz wymyślniejsze etykiety, może być, rzecz jasna, ominięte poprzez zastosowanie innych chwytów – wymyślny kształt butelki, czy doczepienie plastikowej figurki (słyszałem, że ten ostatni zabieg niezwykle zwiększył swojego czasu w Polsce sprzedaż przeciętnego hiszpańskiego Sangre de Toro od Torresa), nigdy jednak – na dłuższą metę – nie zastąpi jakości w butelce. Wspomniane wyżej australijskie winka z kangurkiem - Yellow Tail, nie stały się popularne li tylko dzięki fikuśnej etykiecie. Ta ostatnia jednak pozwoliła wyróżnić im się z tłumu, i zająć swoje miejsce na półce może niskiej, ale oferującej całkiem niezła relację jakości do kosztów.
Oryginalne i niebanalne pomysły zawsze będą w cenie. I dobrze.
Zdrowie!

piątek, 04 stycznia 2008, sofanes

Polecane wpisy

  • Old vines

    Wśród wielu określeń i dziwacznych haseł, na jakie natknąć się może winopijca próbujący odcyfrować etykietę wina, znaleźć się może – choć pewnie z częstoś

  • Wesołe jest życie Loży

    No i proszę, tak się ten światek ostatnio toczy, że dopiero co zdawałem relację z ostatniego spotkania Loży, a tu już czas pisać kolejną. Po części spowodowane

  • Avignonesi Vino Nobile di Montepulciano 2005

    Pastwiłem się ostatnio nad El Sol bez pardonu, na szczęście pokrzepienie nie było daleko.Z cyklu „wina otrzymane” trafiło do mnie Nobile di Montepul

TrackBack
TrackBack URL wpisu: