Blog > Komentarze do wpisu

Po cholerę nam PARPA?

Dziś, Moi Kochani, notka gniewna. Przeczytałem bowiem artykuł w gazecie Dziennik, który donosi o rychło mającym nastąpić zakazie handlu alkoholem w Internecie (na terenie Polski, rzecz jasna, na szczęście nasi mądrzy prawotwórcy i prawointerpretatorzy tylko tu mogą testować swoje pomysły). Zacznę może od tego, że nie jest wcale wykluczone, że aktualnie istniejące prawo jest niejasne i może być interpretowane przez niektórych w sposób taki, jak przedstawia to dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA) czy przedstawiciele Ministerstwa Gospodarki. Rzecz w tym, że to prawo, a także jego interpretacja jest idiotyczna. Tak jest – po prostu idiotyczna.

Okazuje się, że – brzmi to prawie jak farsa – sklepy internetowe nie powinny sprzedawać alkoholu, gdyż kupujący nie są weryfikowani pod względem wieku. No taaak, jasne, nie od dziś wiadomo, że głównymi klientami sklepów internetowych są nastolatki, które wpadają w alkoholizm racząc się burgundami i Bordeaux. Nie mówiąc już o tym, że ten wydumany problem (a jak inaczej go nazwać?) można rozwiązać na 10 innych sposobów, chociażby wymuszające weryfikację wieku przez kurierów. Ale nie zamierzam dyskutować z tym argumentem, bo jak mówię, uważam go za wydumany i sztuczny. Sklepy w Internecie nie handlują siarą, gdyż koszty wysyłki i reklamy mogłyby podnieść cenę tego świetnego trunku na poziomy nieakceptowane przez większość jego amatorów. To są truizmy i nie ma co się o nich rozwodzić.

Denerwuje mnie – a pewnie i wielu innych obywateli – rzecz inna. Taka mianowicie, że oto kolejna utrzymywana z naszych podatków agencja rusza na wojnę ze smokiem, którego tylko ona widzi. Chciałbym postawić tu pytanie z tytułu – a po cholerę nam PARPA razem z dyrektorem Brzózką? Małoletni w tym kraju bez problemu mogą kupić alkohol, wie o tym każdy, kto nie jest hipokrytą z obrzydliwą obłudą rzucającym frazesy o „twardym prawie, ale prawie”. Jak sam małoletni nie kupi, to kupi mu wujek spod sklepu. Nie dzieje się tak, bo Polacy nie chcą dbać o prawo (w każdym bądź razie nie wyłącznie), ale głównie dlatego, że żyjemy w kraju kultury piwno-wódczanej. I PARPA nie zrobiła nic, by ten stan rzeczy się zmienił. A tak, piszę z premedytacją „nic”, bo trzeba nie być przy zdrowych zmysłach, żeby twierdzić, że zmiany w profilu konsumpcji alkoholi (z wódki na piwo) które dokonały się w ciągu ostatnich 15 latach wydarzyły się na skutek działalności PARPA.

PARPA produkuje analizy, plany walki z alkoholizmem, raporty, opracowania i inne tym podobne, a także podejmuje działania o tyleż idiotyczne, co nie wymagające zbytniego wysiłku – jak chociażby aktualna walka o zakaz sprzedaży alkoholu w sieci. Nie raz i nie dwa przytaczałem zdanie Thomasa Jeffersona – No nation is drunken where wine is cheap, mądrze streszczające prawdę według której promowanie kultury picia wina najlepiej zwalcza kulturę „śledziowo-wódczaną”, w której alkoholików jakby zawsze więcej. Ale w Polsce, co jest już kuriozum w świecie, w imię walki z alkoholizmem (i ochroną budżetu) nawet rolnicy-winiarze nie mogą sprzedawać wina jako lokalnego produktu. Mamy więc alkoholików (ale przecież w Rosji jest ich więcej, cieszmy się), mamy unikalny produkt pt. „siara’, mamy izby wytrzeźwień, prowadzimy narodowe wojny o definicję wódki (toż to nasza tożsamość), no i mamy PARPA.

Nie możemy za to pojechać na weekend na zwiedzanie lokalnej winnicy, zjeść w niej dobrego serka i popić dobrym winem. Przed tą pokusą jesteśmy skutecznie chronieni. A teraz będziemy musieli kupować wino w supermarkecie, gdzie sprzedaje się „co najlepiej idzie”, albo w specjalnych sklepach, gdzie marża może zabić. Panie dyrektorze Brzózka – tylko niech Pan się nie porani, jak zamiast w smoka, wjedzie Pan w wiatrak.

Visions of Quixote, Octavio Ocampo

sobota, 26 stycznia 2008, sofanes
TrackBack
TrackBack URL wpisu: