Blog > Komentarze do wpisu

Loża i wulkany niespodzianek

Och, Kochani, wybaczcie długie ostatnio przestoje w dodawaniu nowych notek, ale tak już musi być – istnieją szanse, że kiedyś wreszcie znowu będę miał więcej czasu. Tego ostatniego zaczynam mieć ostatnio wyjątkowo mało, a kiedy już wydaje mi się, że wychodzę na prostą, ta prosta okazuje się zakrętem. Nic to, dość wymówek, dzisiaj krótka relacja z degustacji Loży, w której miałem ostatnio przyjemność uczestniczyć.

Na początek krótkie wyjaśnienie terminu „loża” – są to po prostu nieformalne degustacje sieciowych znajomych, którzy poznali się na gazetowym forum o winie i spotykają z różną częstotliwością na składkowych (uczestnik przynosi butelczynę) spotkaniach, żeby wzbogacać swoją bazę porównań, uczyć się od najlepszych, etc. Zabawa jest przednia, a wina bardzo ciekawe. Szczególnie interesująco było ostatnio – degustacja odbywała się pod hasłem „wulkan”, choć skojarzenia winiarsko-wulkaniczne, zgodnie z tradycją spotkań, dość dowolne. Wymienianie tutaj wszystkich win obecnych na spotkaniu nie ma chyba większego sensu, zważywszy iż większość z nich nie jest do kupienia w naszym kraju. O najciekawszych, najlepszych, a także tych najmniej przekonujących jednak wspomnę.

Przede wszystkim – tym razem degustacja obfitowała naprawdę w wiele ciekawostek. Jak dla mnie, naprawdę zaskakującym było niemieckie wino z Badenii: Pinot Noir zrobiony na biało – tak właśnie, białe wino z Pinot Noir! Najbardziej intrygujące było jednak to, że było to wino całkiem dobre. Pijałem już White Merlot, a jeśli dobrze pamiętam nawet White Cabernet Sauvignon, ale były to lokalne amerykańskie eksperymenty, i co tu dużo gadać – raczej nieudane. Pinot Blanc de Noir 2007 Alde Gott należy natomiast do kategorii eksperymentów zdecydowanie udanych.
Wśród innych białych win przyzwoity był czeski Ryzlink Rynsky Kabinet Litomerice 2004 oraz raczej rzadki włoski blend Gewurtztraminiera z Pinot GrigioIcario Nysa 2006. Ten ostatni był dosyć intrygujący, gdyż łączył nuty mineralne z ciepłymi, czerwonymi owocami (truskawkami).
 
Najlepszym zaś w tej kategorii było chyba (do dostania w Polsce) wino z Grecji, czyli Santorini Sigalas 2007 (Asyrtiko). Pięknie poukładane, zrównoważone i zaprzeczające stereotypowi, iż Grecy nie potrafią robić win delikatnych. Trafiło się też jedno wino, moim zdaniem na zdecydowane „nie” – czyli Horvath Pince 2007 Badacsonyi Sauvignon Blanc. Chociaż dopiero co opisywałem swój przelot przez Węgry, to, co w okolicach jeziora Balaton zrobiono z moją ulubioną odmianą na wina białe zasługuje na pomstę do nieba. Jeśli jestem już przy krytyce, to źle się zaczęły także wina czerwone – bordoskie Ch. Les Moines 1995 wstrząsnęło nieco uczestnikami degustacji, i chyba litościwie na tym poprzestanę. Dość kontrowersyjne było też inne wino – Calderara Sottano Tenuta Terre Nere Etna Rosso 2005; jeśli się nie mylę, zdania na jej temat były najbardziej podzielone. Ja opowiadam się za obozem przeciwników – może to i znane wino, ale mnie jego bukiet kojarzył się ze starym mopem, zaś smak sugerował brak równowagi i ciała, mimo silnych garbników. Ślady smaków owocowych były gdzieś dopiero na trzecim planie.

No ale dość o negatywach, na koniec dwa wina których prawie nikt nie wypluwał ;-)
Pierwsze z nich to niesamowity Dornfelder Unterturkheim 2003 – czarny jak smoła, skoncentrowany i intensywny, mnie przypominający wzorzec Carmenere. Dornfelder jest mi słabo znany, ale jest wręcz trudne do uwierzenia, iż da się z niego wytworzyć tak fenomenalnie ciekawe wino. Kto by się spodziewał, że w Niemczech da się zrobić wino tak bardzo „chilijskie”. No, no. Ku mojej cichej satysfakcji, drugą gwiazdą wieczoru zostało wino z USA – Napanook 2004 (przyniesione chyba przez rurale). Wine-maker z Francji, Christian Moueix, korzystając z terroir Napa Valley stworzył rewelację; amerykańskie wino z europejską duszą. Ten bordoski w stylu blend (głównie Cabernet Sauvignon, plus Cabernet Franc, Petit Verdot, Merlot i Malbec) podbił mój zmysł smaku. Pięknie zrównoważone, długie, z idealną kwasowością, delikatne, ale delikatnością prawdziwego siłacza. To jedno z win, które ledwo spróbowaliśmy, a już się okazuje, że butelka wysuszona do ostatniej kropelki...i tylko żal, że nie postało wcześniej w karafce, by miał szansę jeszcze bardziej się rozwinąć...

Podsumowując, wieczór bardzo udany, wina wręcz zbyt dobre, gdyż pod koniec umiarkowanej w końcu degustacji złapałem się na opowiadaniu skomplikowanych i długich historii piękniejszej części prowadzących blog Winobranie (nie bacząc zupełnie, iż akurat złapała ją drzemka). Następnie zaś próbowałem wyjść nie uiściwszy rachunku. No cóż, aż się boję, gdy nadejdzie kolejne spotkanie, gdzie degustowane mają być wina ocierające się o wybitność...

piątek, 24 października 2008, sofanes

Polecane wpisy

  • Old vines

    Wśród wielu określeń i dziwacznych haseł, na jakie natknąć się może winopijca próbujący odcyfrować etykietę wina, znaleźć się może – choć pewnie z częstoś

  • Wesołe jest życie Loży

    No i proszę, tak się ten światek ostatnio toczy, że dopiero co zdawałem relację z ostatniego spotkania Loży, a tu już czas pisać kolejną. Po części spowodowane

  • Avignonesi Vino Nobile di Montepulciano 2005

    Pastwiłem się ostatnio nad El Sol bez pardonu, na szczęście pokrzepienie nie było daleko.Z cyklu „wina otrzymane” trafiło do mnie Nobile di Montepul

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/10/28 17:01:35
No to mieliscie szczeście z Napanook 2004. Ja miałem dwie butelki Dominusa, pierwsza była zakorkowana a druga, chociaż nie była zepsuta przez korek to też z nią było coś nie tak ;-( a tak liczyłem na spróbowanie porządnego kalifornijskiego wina.
Ale tak podobno jest z butelkami Dominusa, że są duże różnice w jakosci, nie wiem jak z ich drugim winem czyli Napanook.