Kategorie: Wszystkie | Oceny
RSS
czwartek, 28 lutego 2008

No i dobrze. Dopiero co pisałem o wpływie wina na zdrowie i ewentualnych korzyściach płynących z jego umiarkowanego spożycia, a tu proszę – natknąłem się na film oferujący jeszcze jedno wyjaśnienie francuskiego paradoksu. Napisy po angielsku, ale chyba łatwo zrozumieć...? No i ta urocza francuska melodia słów wypowiadanych przez narratora...

 

20:20, sofanes
Link Komentarze (4) »
wtorek, 26 lutego 2008

Witajcie, Kochani...
Tytuł z nagłówka jasno sugeruje temat dzisiejszej notki. Pomyślałem sobie, że warto poruszyć zagadnienie ciekawe i kontrowersyjne zarazem, a dotyczące inwazji nowych technologii, wdzierających się na tereny nawet tak bardzo konserwatywne i tradycyjne, jak wytwarzanie wina.

Według wielu, cały ten „postęp” (właśnie tak wypowiadany, wiecie, z wydęciem warg i pogardliwym parsknięciem) nie prowadzi do niczego dobrego, zabija duszę wina, powoduje odarcie go z magicznego terroir i wypadanie włosów. Wino przestaje być winem, a staje się produktem technologicznym, wystandaryzowanym, śmiertelnie nudnym i na swój sposób smutnym. Przyjmując ten punkt widzenia, nowoczesne winnice, podobne raczej do laboratoriów niż piwnic w których grasują brodaci i natchnieni winotwórcy, napawać mogą raczej troską o kondycję naszych czasów, niż nadzieją.

Jak pewnie się domyślacie, nie są to przekonania, które podzielam (a przynajmniej nie w pełni). Nie ma bowiem żadnych wątpliwości, że najważniejsza rewolucja w winiarskim świecie, o której nieraz już zresztą pisałem, była możliwa dzięki postępom technologii. Bez nich przyzwoite wino do dziś byłoby towarem luksusowym.

Moda na tzw. wina biodynamiczne (swoją drogą, cóż to za dziwaczna nazwa), czyli wytwarzane bez udziału tzw. rolniczej chemii, bądź też z obniżoną zawartością siarczynów nie jest niczym złym, ale muszę przyznać, że trochę wkurzają mnie bezkrytyczne peany na ich temat. Peany wygłaszane często jednym tchem razem z potępieniem tradycyjnego rolnictwa, nie mówiąc już o roślinach genetycznie modyfikowanych, które stały się synonimem zła wcielonego. No właśnie – fascynujące, że każdy praktycznie ma opinię na temat tego, co myśli o GMO, ale prawie nikt nie wie na dobrą sprawę, co to właściwie znaczy. Ani jeden – powtarzam, ani jeden z popularnych zarzutów kierowanych przeciwko GMO nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia.

Niektóre mity jednak trzymają się zaskakująco mocno; np. ten o „potencjalnej” szkodliwości (podczas gdy to nowe odmiany uzyskane w sposób klasyczny niosą większe „potencjalne” ryzyko) albo szczególnie popularny i chyba mój ulubiony o „zaburzaniu bioróżnorodności”. Przeczytałem to ostatnio w „Polityce” i ręce mi opadły. Kiedy wreszcie dotrze do dziennikarzy biorących się za obcy sobie temat, że całe istniejące rolnictwo to zagrożenie bioróżnorodności? Monokultury tworzone przez człowieka są jak najbardziej negatywnym zjawiskiem, ale – za przeproszeniem, co ma piernik do wiatraka, co tu zawiniły akurat odmiany GMO?

Tłumaczenia, że „należą one do wielkich koncernów, które zmuszają rolników do zakupu ziarna, a nie wytwarzania go u siebie” to kolejne – cytując Szwejka – bałwanienie do kwadratu. Nowoczesne rolnictwo od dziesiątków lat opiera się na tym, że kupuje się tzw. kwalifikowany materiał siewny, gwarantujący odpowiedni plon i jego jakość. Znowu – jest to po prostu zjawisko nie mające żadnego specyficznego związku z odmianami GMO. Kolejne wyobrażenie, super-roślin uprawnych (albo np. super-chwastów) atakujących lasy i Dolinę Rospudy też może rozbawić – błagam, zastanówmy się najpierw, co znaczy „chwast”, oraz co stanie się z polem uprawnym pozostawionym bez opieki – czy to rośliny uprawne rozlezą się po lasach, czy może jednak na odwrót? Mógłbym tak ciągnąć dalej, ale nie o rolnictwie miała być notka, tylko o GMO w kontekście wina.

Wino wytwarzane przy użyciu genetycznie modyfikowanych (wolałbym napisać po prostu: nowych) szczepów drożdżowych, zoptymalizowanych w taki sposób, by obniżyć szansę pojawienia się w nastawie niesmacznych czy niepożądanych substancji, albo prowadzących wydajnie fermentację w niskiej temperaturze, już dziś mogłoby trafić do sprzedaży (i pewnie niedługo tak się stanie, choć raczej Europa nie będzie tu przecierać szlaku). Klony modyfikowanego Cabernet Sauvignon dające sobie radę w Szwecji; Suwałki stające się regionem słynącym z  Pinot Noir; to wszystko – choć dziś brzmi jak science-fiction, już za 20-30 lat może stać się rzeczywistością. Dobrze, trochę podpuszczam, nie chcę znaleźć w komentarzach gorzkich uwag typu: „Mnie też się podoba – Aldous Huxley”. Ale wiem jedno – skoro wpuszcza się na rynek wina biodynamiczne, chciałbym mieć kiedyś okazję spróbować takich wytworzonych z użyciem GMO. Tak dla równowagi ;-)

Wasze Zdrowie! (Może być klasycznym Wirtualnym, jak wciąż się boicie GMO...)

23:40, sofanes
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 lutego 2008

Dzisiaj krótko, bo po pierwsze zostałem powalony chorobą, a po drugie znowu notka raczej informacyjna ;-)

Z 1 marca rusza pierwsza internetowa telewizja o winie, o nazwie TV Wine Nation, kanał 150 na platformie Wi-Fi TV. Teoretycznie od 1 marca, gdyż oglądać można go już teraz. Muszę jednak napisać, że po początkowej ekscytacji mój entuzjazm nieco się zmniejszył – czasem połączenie się rwie (choć to może być też kwestia mojego łącza), a rejestracja sprawia nieco problemów. Może z czasem będzie lepiej? No ale wspomnieć o darmowej telewizji o winie musiałem z blogowego obowiązku...

Wasze Zdrowie!

14:06, sofanes
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 lutego 2008

Tytułowa winnica i marka wina należy do korporacji Ste Michelle, której inne produkty trafiały już na te łamy i były zwykle dobrze oceniane. Dziś ze smutkiem muszę napisać, że tytułowe wino wpisuje się w krajobraz przeciętności. Tzn. wino jest właściwie ok, ale jak na produkt Ste Michelle spodziewałem się nieco więcej. W kieliszku aromaty galaretki cytrynowej, trawy i mango, a także – nie pytajcie mnie, skąd się tam wzięły – jakby świeżo giętego plastiku. W ustach brzoskwiniowo i cytrynowo, nutka pistacji i ziół. Dość długie, nawet pełne, a jednak...jednak trochę przeciętne. Brak równowagi? Trochę za niska kwasowość? Nieważne, są ciekawsze wina od tego producenta ;-) Ocena: 7,5

Horse Heaven Sauvignon Blanc 2003

środa, 20 lutego 2008

Witajcie, Kochani...dziś będzie o winach, ale wyjątkowo nie o tych wytwarzanych z winogron. Tak jest – wcale nie oszalałem (o ile mi wiadomo), i w pełni władz umysłowych dzisiejszą notkę poświęcam niniejszym winom owocowym. Tym prawdziwym, oczywiście, a nie przerażającym produktom powstałym ze zmieszania spirytusu, cukru, barwników i najgorszej jakości soków, noszących na etykiecie dumne miano „wina”. Nazwa ta brzmiała w tym przypadku na tyle dziwacznie, że została zastąpiona przez kreatywny naród całym szeregiem dźwięcznych i barwnych określeń, których chyba nie muszę tutaj przytaczać. 

Wina owocowe – wytwarzane z jabłek, porzeczek, agrestu i wielu innych owoców, mogą być trunkami doprawdy znakomitymi. Nie wiem, jak jest w Europie, ale w USA tak na moje oko gdzieś z połowa lokalnych winnic wytwarza wina owocowe obok bardziej klasycznej produkcji. Jak widać, nie obawiają się wprowadzenia swoich klientów w konfuzję, ani też utraty wizerunku „poważnego” producenta. Przyznaję, że gdy podczas jednej z moich pierwszych wizyt w lokalnej winnicy Butler w stanie Indiana na liście win dostępnych do degustacji zobaczyłem kilka owocowych, byłem pewien obaw; ustąpiły one jednak podziwowi i niekłamanemu zaskoczeniu natychmiast po spróbowaniu. Jedne były lepsze, inne gorsze, wszystkie jednak zupełnie nie przypominały wytworów jakie miałem okazję kosztować w wielu miejscach Polski, najczęściej wytwarzanych „z dziada pradziada”. 

Przeczytałem niedawno, że w Polsce produkuje się stosunkowo dużo win owocowych – ponoć już w zgodzie z nowoczesnymi technologiami. Żałuję, że żadnego z nich dotąd nie spróbowałem; mam zresztą wrażenie, że dość trudno spotkać je w sklepach. Nie będę więc spekulował, czy są one równie dobre jak te, które miałem okazję próbować w USA. Wiem tylko tyle, że co jak co, ale wytwarzanie w Polsce np. znakomitego wytrawnego wina z czarnej porzeczki jest możliwe przynajmniej teoretycznie. Wiem także, że jest to zupełnie inny produkt, niż wino z winogron, a przez to nie będący dla niego konkurencją. Może więc wina owocowe są pewną szansą także dla polskich lokalnych winnic? Wielce prawdopodobne, że wina te nie trafią na stoły eleganckich restauracji, ale jeśli będą dobre (a nie mam wątpliwości, że to możliwe) powinny szybko znaleźć grupę nabywców. 

Niedawno podjęta próba zakazania w państwach UE używania nazwy „wino” dla win owocowych prawdopodobnie zakończy się (na całe szczęście) porażką. I dobrze. Szkoda, że nie pojawiła się za to propozycja zakazania używania nazwy „wino” na etykietach tzw. jaboli. Ale nie można mieć wszystkiego, prawda?  

Wasze Zdrowie!

13:20, sofanes
Link Komentarze (2) »
niedziela, 17 lutego 2008

Dzisiaj krótko, za to o tym, co słychać na naszym krajowym podwórku.

W portalu Winiarzy Zielonogórskich pojawiła się ciekawa informacja przypominająca o istnieniu ekspozycji stałej („Muzeum Wina”) w Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze. Nie byłem tam dotąd, ale jak znajdę się w tamtej okolicy, to się wybiorę, do czego i Was namawiam. Tak w ramach wspierania lokalnych inicjatyw, bo w końcu to chyba jedyne miejsce w Polsce, gdzie konsekwentnie promuje się kulturę wina. To i ja się skromnie w to promowanie włączę, choćby i pisząc dodatkową informację na blogu.

W poprzedniej Sieciówce wspominałem o Chińczykach, którzy kupili niedawno pierwszą posiadłość w Bordeaux. Interesujący felieton dotyczący rosnących wpływów ChRL na świat wina możecie przeczytać w Winomanii.

A jak już piszę i polecam innych, to nie mogę też nie wspomnieć o Vinisferze, w której pojawił się nowy dział, pt. Polskie Winnice. To też tak w ramach promowania krajowych przedsięwzięć. Nie wiem tylko dlaczego w większości przypadków nie ma informacji pozwalających na skontaktowanie się z właścicielami – rozumiem, że większość prowadzi winnice, a nie agroturystykę, ale mail np. by nie zaszkodził; w końcu ten i ów chciałby może spróbować złożyć wizytę. Wiadomo, że jak ktoś bardzo chce, to dojście znajdzie, ale chyba nie o to chodzi..?

Wasze Zdrowie!

12:51, sofanes
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3