Kategorie: Wszystkie | Oceny
RSS
piątek, 30 maja 2008

Witajcie, Kochani!
Dzisiaj będzie o winach z bardzo odległego od Polski kraju, którego winni emisariusze zawitali niedawno do naszej Ojczyzny wraz z solidnym bagażem butelek z doprawdy znakomitą zawartością. Piszę oczywiście o Taste of New Zealand, imprezie której pierwsza edycja odbyła się właśnie (28 maja) w warszawskim hotelu Polonia. Kameralna degustacja zorganizowana przez Ambasadę Nowej Zelandii i przedstawicieli winiarstwa z kraju Długiej Białej Chmury, zlokalizowana piętro wyżej (przypadki czasem bywają zabawne) nad odbywającą się równolegle degustacją win australijskich miała w sobie coś z uroku degustacji wina w tzw. boutique vineyard, czyli najczęściej przyjemnej, familijnej wręcz atmosferze.

Napisałem, że degustacja była „kameralna” ? Może i tak, ale lista prezentowanych win była naprawdę obfita w wina o porządnej relacji ceny do jakości, w tym także (co jest być może interesujące dla fanów różnorakich punktacji) notowane przez Roberta Parkera i Wine Spectator powyżej 90 punktów. A kto prezentował się dokładniej? M.in. Villa Maria, Craggy Range, Auntsfield Estate, Mud House, Seifried Estates, Spinyback, Spy Valley Wines, Waimea Estates, i jeszcze kilka innych. Wymienianie wszystkich spróbowanych win nie jest chyba najlepszym pomysłem, postanowiłem więc wrażenia z degustacji zawrzeć w kilku kategoriach. Oto one:

Ogólne wrażenie: Bardzo pozytywne. Pisałem już o winach z Nowej Zelandii tutaj, a jakość zdecydowanej większości Sauvignon Blanc i Pinot Noir prezentowanych na degustacji była co najmniej przyzwoita. Niektóre wina nie są jeszcze sprzedawane w Polsce, ale miejmy nadzieję, że to się wkrótce zmieni. Jeśli wierzyć przy tym zapewnieniom niektórych importerów posiadających już umowy z częścią z wymienionych wcześniej winnic, na rynku pojawi się niedługo sporo wyśmienitych okazji cenowo-jakościowych w przedziale 30-70 zł.

Sauvignon Blanc i Pinot Noir. Mam taki odruch, że jak po raz setny czytam, że taka a taka odmiana to specjalność nad specjalności danego regionu, to od razu mam chęć poszukania i spróbowania innych (a nuż trafię na produkt ambitnego winiarza, który chce iść pod prąd schematów). Jednak w przypadku nowozelandzkich Pinot Noir i Sauvignon Blanc moja chęć się osłabia – specjalności zbyt często okazują się prawdziwymi specjałami ;-)

Najbardziej „własnostylowa” winnica – to bez wątpienia reprezentowana przez osobę jednego z właścicieli i prawdopodobnie najmniejsza z biorących udział w prezentacji Waimea Estates. Jeśli się nie mylę, nikt jeszcze nie sprowadza ich win do Polski, a jest to chyba niezła okazja. Miałem okazję spróbować win z dwóch linii – podstawowej i tańszej Spinyback Range i oczko wyższej Waimea Range. Ciekawostką jest zestawienie dwóch Rieslingów pochodzących z każdej z nich – Spinyback może być z powodzeniem używany jako podręcznikowy przykład „ benzynowego” Rieslinga. Rany, on nie pachniał naftą ani benzyną lotniczą, on pachniał całą rafinerią (wielkości co najmniej Możejek). Riesling Waimea za to był przykładem Rieslinga owocowego, prawie bez śladu naftowych półproduktów. Ale to – jak mówię – ciekawostka. Zaintrygował mnie także Waimea Sauvignon Blanc 2007 – tak dzikiego, ostro trawiastego, szczypiorkowego wręcz Sauvignon Blanc jeszcze chyba nie piłem. Jeśli napiszę do tego, że to wino bardzo długie, a na finiszu pojawiają się nuty miodowe, to chyba pomyślicie, że coś ze mną nie tak. Ale wino bardzo, bardzo ciekawe. Na koniec Pinot Noir obu serii - już bardziej zbliżone do kanonu (nowozelandzkiego), pełne owocu, delikatności, ale przy tym solidności. Spinyback miał wszystkiego po prostu trochę mniej.

No i notka się rozrosła. Dokończenie wkrótce...
Wasze Zdrowie!

23:33, sofanes
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 maja 2008

Australijska odpowiedź na dolinę Rodanu. Nie, nie podejmuję się dokonywać międzykontynentalnych porównań; powiem tylko trzy słowa opisu tego ciekawego blendu (kupażu) wymienionych w tytule odmian (47% Grenache , 46% Shiraz i reszta Mourvedre). Bukiet jest złożony i intensywny, są w nim zarówno ciemne owoce, ale także egzotyczne przyprawy, skórka pomarańczowa i wanilia. W smaku wino prezentuje się naprawdę dobrze, jest pełne, ciężkie, intensywne i długie. Nie jest przy tym wcale zbyt ziemiste, czy przytłaczające – wyraźnie da się wyczuć owocowe nuty wiśni i innych owoców, jeśli miałbym jeszcze je jakoś określić, powiedziałbym, że jest wręcz mięsiste, pije się je kęsami ;-)  

Na pewno nie zaszkodzi mu porządne napowietrzenie. Warte polecenia, ale dla amatorów win raczej cięższych. Tak się jakoś złożyło, że w poprzedniej notce oceniającej też opisywałem blend, i także solidnie zbudowany. W porównaniu wygrywa Oomoo. Ocena: 8.

Oomoo Grenache Shiraz Mourvedre, Hardys, 2006

poniedziałek, 26 maja 2008

Witajcie, Kochani!

Jak sobie pewnie przypominacie, tematowi oddychania wina poświęciłem już notkę, podobnie zresztą jak różnego rodzaju zamknięciom służącym odizolowaniu wina od nieprzyjaznego świata zewnętrznego. Dzisiaj zamierzam oba wyżej wymienione tematy połączyć i zastanowić się chwileczkę nad ważkim problemem „oddychania” wina, różnicy pomiędzy „oddychaniem” a utlenieniem, a wreszcie, jak jedno i drugie ma się do szczelności korka zamykającego butelkę. Oczywiście, będąc z natury człowiekiem mało pomysłowym, niezbyt bystrym, a ponad wszystko leniwym, od razu przyznaję, że inspirację do dzisiejszej notki czerpałem z nieocenionego Appelation America.

Zacznę może od podkreślenia różnicy, o której wspomniałem w paragrafie powyżej – wino utlenione nie ma nic wspólnego z winem napowietrzonym. Na czym polega różnica?  Ano na tym, że złożoność wina, kształtująca się w okresie jego dojrzewania w beczce i butelce, to patrząc od strony biochemicznej cały skomplikowany szereg procesów zachodzących w warunkach właściwie beztlenowych. Cały ten mikrokosmos aromatów i smaków powstaje prawie bez udziału tlenu. Gdy wreszcie nadchodzi właściwa pora i korek jest wyciągany z butelki, dziesiątki czy nawet setki związków przechodzi dość gwałtowne zmiany, gdyż w otaczającym środowisku pojawia się – nie zgadniecie – tlen. Zastanawiacie się pewnie, czemu piszę o czymś, co wydaje się oczywistością. Wbrew pozorom nie jest jednak to aż takie oczywiste. Dość często można spotkać pogląd, według którego „małe ilości tlenu z powietrza pozwalają winu lepiej dojrzeć”.

To dosyć ryzykowna teza, będąca jak się zdaje nadinterpretacją stwierdzenia, że bardzo małe ilości powietrza praktycznie nie przeszkadzają w dojrzewaniu wina. „Nie przeszkadzać” a „pomagać” to jednak dwie różne historie. I tutaj dochodzimy do sprawy zamknięcia wina. Zwolennicy tradycji i używania przy korkowaniu wina korka naturalnego (zamiast korków plastikowych i innych) często twierdzą, iż korek naturalny, dzięki swoim unikalnym właściwościom, pozwala na powolne przenikanie powietrza do wina. Można założyć, że z dość wysokim prawdopodobieństwem jest to pogląd błędny – korek właśnie dlatego jest doskonałym zamknięciem butelki z winem, gdyż świetnie izoluje jej zawartość od warunków zewnętrznych. I tyle. To, że niektóre wina sprzedawane są lekko utlenione, bo taki jest ich styl (np. sherry), to zupełnie inna para kaloszy – dojrzałość wina a stopień jego utlenienia może, ale nie musi mieć ze sobą coś wspólnego.

Podsumowując – wino dojrzałe nie musi być utlenione (i najczęściej nie jest), wino lekko utlenione nie musi jeszcze być zepsute (choć często bywa), zaś zdecydowaną większość win warto napowietrzyć przed wypiciem.

Skomplikowane? E, bez przesady...
Wasze zdrowie!

16:21, sofanes
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 maja 2008

Dzisiaj chciałbym polecić serwis pomocny w wyborze wina, czy raczej pozwalający na sprawdzenie, co o danym winie sądzą inni użytkownicy Sieci. Oczywiście istnieją już podobne miejsca tu i ówdzie w Internecie, ale są one po pierwsze na ogół anglojęzyczne, a po drugie większość win w nich opisywana  jest często zupełnie niedostępna na polskim rynku.

Serwis stworzony przez sstara, starego wyjadacza (wypijacza) gazetowego forum o winie ma na celu przynajmniej częściowe rozwiązanie wyżej wspomnianych problemów. Już w tej chwili zawiera całkiem sporo pozycji, a z czasem, przy aktywnym wsparciu użytkowników, przybędzie ich jeszcze trochę. W związki z czym, namawiam niniejszym do aktywnego wspierania ;-)

Na chwilę obecną portal nie jest jeszcze całkiem ukończony (dlatego nie trafił jak na razie na moją blogową listę stałych linków), ale z czasem jego funkcjonalność ma wzrastać. Wypada trzymać kciuki. Obok wyszukiwarki win w polskich sklepach zmodyfikowanej przez Tebego wykuwa się kolejne przydatne narzędzie.

Aha, Kochani Moi, znowu dłuższy weekend i znowu udaję się pobyczyć, przez co na blogu może zapaść na chwilkę pauza w dodawaniu nowych notek. Ale i tak wszyscy już dawno wyjechali pewnie w miejsca, gdzie Internet nie dociera. No i dobrze, czasem trzeba odpocząć, zrelaksować się, i – rzecz jasna – znaleźć czas na leniwy kieliszek wina...

Wasze Zdrowie!

13:50, sofanes
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 maja 2008

Tak, Kochani, nie inaczej. No komu jak komu, ale BBC i AFP chyba można ufać? Z niusa powyżej zalinkowanego można się dowiedzieć, iż muzyka słuchana podczas konsumpcji wina wpływa na nasz odbiór jego smaku. Naukowcy (hmm, sponsorowani przez Montesa, czyli jednego z chilijskich gigantów winotwórstwa) dowiedli, że All Along The Watchtower w wykonaniu Hendrixa wspaniale wręcz komponuje się z kieliszkiem Cabernet Sauvignon; Atomic (Blondie) dodaje żywości Chardonnay, do Orinoco Flow Enyi najlepiej pasuje Syrah, zaś Sitting On The Dock of The Bay Otisa Reddinga to najlepszy akompaniament do Merlota.

Oczywiście, to tylko niektóre z kawałków zgrupowanych z czterema wyżej wymienionymi odmianami. Najfajniej mieli studenci wykorzystani w roli królików doświadczalnych – nie dość, że posłuchali sobie trochę fajnych kawałków, to jeszcze napili się za darmo wina. A mnie tylko zastanawia, jakie wyniki przyniosłoby przetestowanie win kupażowanych, np. z Cotes du Rhone, albo Bordeaux...?

15:43, sofanes
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 maja 2008

Tak, Moi Drodzy, dokładnie jak w tytule. Cały winiarski świat obiegła właśnie niezwykle przykra wiadomość – w wieku 94 lat zmarł Robert Mondavi, założyciel prawdopodobnie najsłynniejszej winnicy w Napa Valley i jednej z najsłynniejszych na świecie. Postać legendarna dla wszystkich ceniących wina z Nowego Świata. Budowa jego winnicy to punkt rozgraniczający stare i nowe czasy winiarstwa; punkt kończący epokę w której za wino jakościowe uznawało się właściwie tylko te pochodzące z Europy.

To dzięki Robertowi Mondavi Warren Winiarski miał możliwość zostania kreatywnym i niezależnym wine’makerem. To dzięki niemu do Napa Valley trafiły najnowocześniejsze technologie w produkcji wina (np. pierwsze stalowe pojemniki do prowadzenia fermentacji w kontrolowanej temperaturze), a charakterystyczna architektura jego winnicy była i jest symbolem Napa Valley. Również dzięki niemu zmieniła się filozofia sprzedaży wina amerykańskim konsumentom – z „ilościowej” na „jakościową”. To Mondaviemu przypisuje się wprowadzenie „nowoświatowego” zwyczaju oznaczania win od nazw odmian, z jakich zostały wyprodukowane, co było pewnie jednym z najbardziej genialnych pomysłów biznesowych świata.

Na wypisanie wszystkich zasług Roberta Mondaviego nie starczyłoby miejsca nie tylko w tej notce, ale pewnie w notkach kilkunastu. Odszedł jeden z ostatnich – jeśli nie ostatni – wielki architekt winiarskiego Nowego Świata. I pamiętajcie, co mówi się, gdy umiera wielki winiarz - The old winemakers don’t die. They just keep fermenting.

Winnica Roberta Mondaviego, jesień 2007


Wypijmy Jego Zdrowie!

13:28, sofanes
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2