Kategorie: Wszystkie | Oceny
RSS
czwartek, 30 sierpnia 2007

Kochani Moi – z cyklu: „pijemy zdrowie genetyków roślin” – kolejna okazja. 26 sierpnia opublikowano w Nature wstępną sekwencję genomu Vitis vinifera, jednego z klonów odmiany Pinot Noir. To dopiero czwarty zsekwencjonowany genom roślinny (po topoli, rzodkiewniku i ryżu) i jest to naprawdę duże i ważne osiągnięcie, o którym (jak dotąd) nie ukazała się nawet skromna notka na stronach naukowych Gazety. Even better, rzekłbym, i pierwszy tym samym donoszę ;-) Czwarty zsekwencjonowany genom, ale za to pierwszy użytkowej rośliny owocującej, co sprawia, że wielu biologom roślin zajmującym się właśnie takimi zielonymi zielskami żwawiej zabiły serca. Jego wielkość – 487 milionów par zasad okazała się nieznacznie większa od przewidywanych 475 milionów. Sama wielkość genomu, rzecz jasna, niewiele znaczy – najważniejsze są geny, a tych, jak się ocenia, jest około 30 tysięcy (mniej o około 7 tysięcy, niż w ryżu, i blisko 15 tysięcy mniej, niż u topoli), chociaż dodać tu trzeba, że tego rodzaje estymacje obarczone są zwykle dość dużym błędem. Blisko 40% genomu winorośli to tzw. śmieciowe DNA (te projekcje znowu będą pewnie rewidowane „w górę”), składające się głównie z tzw. skaczących genów różnego rodzaju i pochodzenia. Określenie „śmieciowe DNA” zresztą powoli przechodzi do lamusa, bo wygląda na to, że wbrew pozorom jego obecność jest bardzo istotna, i choć do funkcjonowania danego organizmu właściwie nie jest za bardzo potrzebna (a może powodować np. powstawanie mutacji), to stanowi prawdopodobnie „stół roboczy” ewolucji na poziomie molekularnym, „mieszając”, duplikując, dzieląc i łącząc istniejące geny w nowe kombinacje. Ale stop, miałem pisać o winie, a nie o genetyce... 

Jak rozszyfrowanie genomu winorośli przełoży się na codzienność winopijcy? Prawdopodobnie nieznacznie. Po pierwsze, znajomość sekwencji potencjalnych genów nie przekłada się od razu na znajomość ich funkcji. A po drugie – jak już powyżej napisałem, poznano genom tylko Pinot Noir, co niestety nie mówi nam nic o genach, którymi poszczególne szczepy różnią się od siebie (choć prawdopodobnie znacznie przyspieszy i ułatwi dokładniejsze ich poznanie w nieodległej przyszłości). Zbliża się też zapewne dzień stworzenia metodami inżynierii genetycznej odmian o idealnym połączeniu cech – np. wczesnego dojrzewania, odporności na wiele chorób grzybowych i wybornej jakości produkowanego wina. Innym zagadnieniem jest, czy znajdą się konsumenci chętni spróbowania wina z „genetycznie modyfikowanej” winorośli (używam cudzysłowu, bo uważam, że jest to termin fałszujący rzeczywistość, bardziej skomplikowaną, niż tego chcą zieloni). Klasyczna hodowla także zyska – nie wnikając już w szczegóły, uzyskiwanie nowych odmian i klonów stanie się łatwiejsze dzięki opracowaniu bardziej dokładnych metod określania „zawartości genetycznej” potomstwa pochodzącego z eksperymentalnych krzyżówek na długo przed tym, zanim np. zacznie ono owocować. Z czasem – w miarę katalogowania drobnych różnic genetycznych pomiędzy danymi odmianami – łatwiejsza i stosunkowo tania stanie się dokładna identyfikacja określonego klonu. Tak jest, Moi Kochani, taki zsekwencjonowany genom może się przydać do tego czy owego, a nawet np. spowodować postęp w rolnictwie, chociaż każdy rolnik i polityk Wam powie, że lepiej pieniądze na głupich naukowców przeznaczyć na dopłaty do skupu półtusz wieprzowych. Ale to zupełnie inna historia i nie ma co zmieniać tematu...

Zdrowie Genetyków z Francji i Włoch!

04:56, sofanes
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 sierpnia 2007

Dawno nie było recenzji Zina, więc czas już najwyższy nadrobić ten brak... Dzisiaj Zinfandel pod tytułem „7 grzechów głównych” (z żartem, gdzie „sins” zastąpiono „zins” ;-) Wzmiankowane wino wylądowało w moim koszyku po dyskusji na winiarskim forum GW o kalifornijskim regionie Lodi i ogólnie, wyższości jednych Zinfandelów nad innymi. „7 grzechów” zostało wymienione w tej dyskusji jako jeden z ciekawszych i lepszych Zinów. No i cóż mogę powiedzieć? Zgadzam się z tą oceną. Region Lodi nazywany jest czasem nieco przesadnie Światową Stolicą Zinfandela; no ale jak leży się w okolicy takich dolin jak Napa, czy Sonoma, trzeba sobie jakoś radzić ;-) Co chyba najbardziej podobało mi się w 7 Grzechach – to bardzo dobre zbalansowanie, które (przypomnę choćby Terra d’ Oro, opisywane jakiś czas temu) w przypadku Zinfandela nie jest łatwe do osiągnięcia. Wino okazało się być średnio ciężkie, o dobrej kwasowości. Mocne – 15%, ale to wartość normalna dla Zina. Bukiet: śliwki, wiśnie, tytoń, czarna guma. W ustach jeżyny, wiśnie, maliny, tymianek (?) i czarne jagody, czyli generalnie owoce lasu ;-) Ocena 8,5. Ciekawe, kiedy wreszcie przyznam coś wyższego...wierzę, że kiedyś się to zdarzy, ale muszę trzymać w rezerwie pewne noty, prawda? Wino godne polecenia, niestety w Polsce nieobecne. Jeżeli jednak chodzi o relację jakości do ceny – jak dla mnie, na razie nie ma mocnych na Ravenswood Vintners Blend, tańszy dobrych kilka dolarów od 7 Grzechów (w dodatku do kupienia w Polsce).

7 Zins

poniedziałek, 27 sierpnia 2007

Proszę Państwa, Świat się kończy...szacowne pismo Decanter zaczęło przyciągać uwagę czytelników niusami o wspomnianej Paris Hilton oraz, jak to amerykańskie kanały i pisma popularne określają, „Brandżelinie”. Historia tej ostatniej ukazała się 6 sierpnia, a opisywała niesłychanie istotny fakt wizyty popularnej pary we francuskiej winnicy. Powiem Wam szczerze, że robi mi się niedobrze, kiedy czytam takie informacje – a prowokacyjne zapytania Decantera – „A Wy co sądzicie? Czy powinniśmy publikować takie niusy?” uważam za niesmaczne i obliczone na zwiększenie liczby kliknięć na ich stronę. Ktoś mi zaraz zarzuci, że wstawiając Paris Hilton w tytuł tej notki sam się dopuszczam podobnej praktyki, ale klnę się w tym miejscu, że więcej takich niusów na moim blogu nie znajdziecie, dzisiejszy jest wyjątkowy. Amerykańska telewizja czasami może po prostu wykończyć – słynna odmowa przeczytania niusa przez córkę Zbigniewa Brzezińskiego, Mikę Brzeziński, była po prostu reakcją na to, co działo się przez dobrych kilka dni na wszystkich możliwych kanałach; cholerna Paris Hilton wyskakiwała nawet z lodówki. No ale dość o tym, wróćmy do ciekawszych tematów. Przypominam, że zbliża się winobranie w Zielonej Górze. Od pewnego czasu dostępna jest strona internetowa z programem imprez, które będą się odbywały od 8 do 16 września.  

Na koniec informacja techniczna – problemy z komentowaniem wpisów na tym blogu niestety nie minęły, choć ich przyczyna pozostaje niejasną. Wygląda na to, że jakiś wyjątkowo wredny i trudny do wyłapania bug nawiedza serwis blox.pl, gdyż problem z wyświetlaniem okienka z rysunkiem, z którego trzeba przepisać tekst, by pozostawić komentarz (tzw. captcha) nie dotyczy jedynie niniejszego blogu. Admini o problemie usłyszeli, ale wygląda na to, że nie mają na razie pomysłu, skąd problem się wziął. Ale to profesjonaliści, więc buga w końcu znajdą i utłuką  ;-)

00:34, sofanes
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 sierpnia 2007

No dobrze. Opisywałem niedawno Chardonnay z serii Two Vines, a dzisiaj czas na wino z odmiany winogron zdobywających w USA coraz większą popularność, chociaż głównie poza Kalifornią (czemu zresztą nie ma się co za bardzo dziwić; niewiele jest miejsc w Kalifornii, gdzie Riesling i Gewurtz mogłyby się dobrze udać). Tak jak i inne wina z serii Two Vines, wino zostało zrobione z winogron pochodzących  z Columbia Valley, czyli Waszyngtonu (i\bądź Oregonu). Ste Michelle Wine Estates, firma będąca właścicielem winnicy Columbia Crest (a od niedawna także historycznego Stag’s Leap Wine Cellars) dała się poznać od dobrej strony, jeśli chodzi o stosunek jakości do ceny produkowanych przez nich win podstawowych. Niektóre – jak oceniony już kiedyś w tym blogu Shiraz Grand Estates – to wręcz małe perełki za relatywnie niewielkie pieniądze. Gewurtztraminer nie zrobił na mnie aż tak pozytywnego wrażenia, ale to wino pod każdym względem poprawne. W bukiecie wyraźne nuty słodkości, dojrzałych moreli i brzoskwiń. W ustach – chyba dość nietypowo – smaki mnie osobiście kojarzące się z lodami pistacjowymi i biszkoptowym ciastem z brzoskwiniami. No chyba, że to moja projekcja tego, czym można by kieliszek tego winka przegryźć...

Poza tym wino raczej lekkie (zaskakująco, rzekłbym znowu), kwasowość w porządku. Ocena 7, ale dla fanów tej odmiany winogron może być pewnie co najmniej 0,5 pkt więcej. Aha, część win Columbia Crest, a także win z winnicy Ste Michelle (bedącej częścią całej korporacji Ste Michelle) jest do kupienia w Polsce.

 

CC Gewurtz 2005 Two Vines

czwartek, 23 sierpnia 2007

 Kochani Moi! Oto notka ekstra. Nie bardzo ma się ona do tematu przewodniego tego bloga, ale nie mogłem sobie odmówić pewnej przyjemności...jest to wezwanie do stworzenia sieciowej mini-powieści, zainspirowanej pewną dyskusją na forum blox. Taka moja mała cegiełka ;-)

Ludzie z Syndykatu, część II - Rozterki Tytusa

(Uwaga: wszelkie występujące tu osoby są fikcyjne i nie mają żadnych odpowiedników w rzeczywistości. Wszystkie skojarzenia obciążą tylko Wasze sumienia.)

Świat wydawał mu się piękny. Chociaż właściwie – czemu “wydawał się”? Świat BYŁ piękny - ten rozpościerający się tuż za progiem drzwi i pełen przyjaznych ludzi, wyrozumiałych szefów, taniego (i dobrego) wina w sklepach, luźnych autobusów z klimatyzacją, i innych takich tam. Ale nie tylko ten – był bowiem wszak jeszcze świat wirtualny, dostępny o kilka kliknięć dzielących od spotkania z innymi przyjaznymi ludźmi, gazetami pełnych ciekawych i dogłębnie analizowanych informacji, kulturalnych forumowych dyskusji w których nieustannie trwa intelektualny fechtunek myśli pomiędzy uczestnikami, no i przede wszystkim – świat blogów, bloggerów i blogasków. Na samo wspomnienie blogosfery nogi spoczywającego na miękkiej kanapie Tytusa aż zadrżały, gdyż miły dreszcz przeniknął całe jego ciało. Blogosferę odkrył stosunkowo niedawno, sam właściwie nie wiedząc, cóż to za siła popycha go do pisania pod pseudonimem do innych anonimów. Ekshibicjonizm? Chęć zabicia wolnego czasu, którego z drugiej strony wcale tak dużo nie ma...? Niepowtarzalne uczucie, gdy sączony z uciesznym ciamkaniem Zinfandel rozlewa się powoli po całym wnętrzu ciała, niosąc miłe ciepło i zaokrąglając przy tym myśli i sformułowania, przelewane na ekran LCD...? Przestań! – powiedział do siebie Tytus, opuszczając nogi z oparcia i prostując się gwałtownie. Zmęczonym ruchem potarł czoło. Wewnętrzny głos, ten co zawsze, znów zaczął szeptać do ucha: Dobrze wiesz, stary hipokryto, co naprawdę cię kręci w tym całym blogowaniu... świat może jest piękny, ale byłby piękniejszy, gdybyś trafił na listę TOP. A twoje początkowe założenia coś się nie sprawdzają, isn’t it? He,he. No to co? Jeszcze Zinfandelka...? 

Tytus wstał i długimi krokami zaczął przemierzać od ściany do ściany swoje wynajmowane mieszkanie. Trudno – pomyślał. Trudno, popiszę bloga jeszcze trochę, a jeśli nadal nikt nie będzie go czytał, dam sobie spokój. Po co mi to właściwie? Część ludzi uważa winopijców za snobów, a część interesująca się winami sama ma własne gusty i niewiele ją obchodzą czyjeś. Tak jest. Zakończę pisanie bloga i z głowy. Jak poczuje niemożliwą chęć bycia czytanym, to zawsze mogę cos wysłać do cyklu „Witajcie w Polsce”. A co, mało mam doświadczeń i porównań...?

Te rozważania przeciął dziwny dźwięk ni to ryczącej krowy, ni to bulgotania. Tytusowi zajęło chwilę (Zinfandel w żyłach już swoje zrobił) skojarzenie, ze nie przebywa na wakacjach na Suwalszczyźnie, tylko na innym kontynencie (i jednak nie na wakacjach), a dźwięk wydaje pozostawiony na biurku laptop na który ktoś najwyraźniej próbuje się dodzwonić.- Ki diabeł? – mruknął do siebie Tytus, zakładając w pośpiechu słuchawki z mikrofonem i zerkając na profil dzwoniącego, dzień wcześniej jakoś z rozpędu dodanego do „Kontaktów”.- Halo...? Tu Tytus...-powiedział w końcu do mikrofonu.- Nie może być...Andronikus ? - odrzekł ironicznie głos. Głos pozbawiony wyrazu jak tanie Chardonnay z Kalifornii i kwaśne jak wina Carlo Rossi. Głos, który Tytusowi zdecydowanie się nie podobał.- A tu Chudy. Xywka taka. – kontynuował Głos – tyle Ci wystarczy wiedzieć. A dzwonimy we sprawie. „My”  bo reprezentuję tu pewną grupę trzymającą, że się tak wyrażę, serwer. He,he. Rozumiesz? To żart był...- Rozumiem – mruknął Tytus. Instynkt podpowiedział mu nagle wyraźnie, by nie przerywał swojemu rozmówcy pytaniami, o co właściwie się rozchodzi. Chudy kontynuował: - Słyszeliśmy, że zamierzasz wrócić do kraju, ha? Nie, nie odpowiadaj, my mamy swoje źródła, i wiemy, ze tacy dewianci na świecie istnieją, he,he...to też dowcip taki, nie (ton w słuchawce nagle stwardniał)...ale wiesz, że jeśli wrócisz, to będziesz się musiał z nami spotkać? Napijemy się wina, porozmawiamy sobie...(Tytusowi gardło ścisnęło przerażające wyobrażenie spotkania, na którym – wyczuwał to dokładnie – Chudy podejmie go Sophią Melnik)...a wielu taka rozmowa nie posłużyła (na ekranie komputera pojawiła się nagle prośba o zaakceptowanie transferu pliku – Tytus kliknął)...no chyba, że...- Chudy zawiesił głos. – Chyba że..? – zapytał Tytus lekko drżącym głosem. – ...że zajmiesz się swoim blogaskiem na poważnie – odrzekł Chudy. Tytus zmartwiał. – Jak to, jak to, na poważnie...? – wyjąkał, podejrzewając najgorsze. - Na poważnie! – warknął Chudy – Na poważnie, to znaczy trafisz do pierwszej setki TOPu.  Jak to zrobisz, to już Twój problem. Masz jeszcze kilka miesięcy – do czasu, kiedy pojawisz się na Okęciu. Nie spełnisz warunków, to nie dojedziesz 175 do Centrum. Koniec przekazu.

W słuchawce rozległ się szczęk rozłączenia. Na ekranie laptopa ukazał się zaś komunikat „transfer zakończony”. Tytus lekko spoconą ręką kliknął na ściągnięty plik. Przed jego oczami pojawiły się zdjęcia ludzi, którym najwyraźniej kontakt z Chudym nie wyszedł na zdrowie. Przeważały kolory czerwieni, purpury i różnych innych odcieni fioletu. Boże – pomyślał z niedowierzaniem Tytus – są rzeczy gorsze, niż Sophia Melnik. 

***

Od pamiętnego telefonu minęło parę tygodni. Tytus wychudł, smak wyraźnie mu się pogorszył, a myśli o tym, by zacząć starania o Zielona Kartę i zostać w USA na stałe zaczęły nawiedzać go coraz częściej i natrętniej. Po cholerę ja mam wracać?! – zastanawiał się. Komu potrzebni są dzisiaj w Polsce biotechnolodzy?! Mogę sobie znaleźć pracę na Hawajach, jak kumpel z labu, albo w Kalifornii...przynajmniej do Napa Valley blisko. Wiedział jednak, ze to nie wchodzi w rachubę. Nie, nie był patriota, przynajmniej nie w sensie aktualnie obowiązujących definicji; miał po prostu dość jeżdżenia wszędzie samochodem, niemożności kupienia dobrego pieczywa i białego sera, i tak dalej. No i nie chciał, żeby jego córka wyrosła na Amerykankę – chociaż właściwie sam nie wiedział, czemu skazywać ma ja na wychowywanie się wśród blokowisk i obsranych trawników. Jak wyjaśni jej kiedyś, dlaczego wybrał życie w kraju w którym wino jest drogie, wódka tania, a naukowcy czy lekarze określani mianem desperados...? Nie wiedział tego, a może nie chciał wiedzieć. Najgorsze, ze jego blog nawet nie zbliżał się do TOP 100. Nie zbliżał się nawet do TOP 1000. Na domiar złego Cabernet Sauvignon Geyser Peaka nie smakowało już jak dawniej. Sytuacja – tak jak większość win – z czasem wcale nie stawała się lepsza. Tytus próbował wszystkiego – wstąpił do tzw. Syndykatu, ale zauważył to chyba tylko on. Próbował promocji wysyłając różne posty na przeróżnych forach internetowych, ale nie pomagało – każdy nowy blog traktujący o ciasteczkach albo selerach miął dziesiątki razy większą popularność. Włączał się w sieciowe dyskusje, wszędzie próbując zostawiać swoją sygnaturkę, podlizywał się bezwstydnie blogowiczom o dłuższym stażu, by go reklamowali, rwał włosy z głowy i przygryzał język podczas pożerania krakersów przy wypijanym bez umiaru winie. Statystyki bloga beznamiętnie wskazywały coś w rodzaju: odsłon 8, w tym trzy własne logowania, i po jednym wejściu z Chin, Tajlandii, Estonii, Meksyku i Francji. Wszystkie przez Google.  

Tytus wiedział, że wróci. Bał się jednak, że jego powrót może zbyt mocno nabrać charakteru „na stałe”. Świat nie wydawał się już taki piękny...

05:06, sofanes
Link Dodaj komentarz »
A tu jest wspomniana ściągawka z podsumowaniem wyników, powinna ułatwić nawigację...
  • 8         http://dekanter.pl/
  • 7,5      http://www.101win.pl/
  • 7,5      http://sklep.dobrewino.pl/
  • 7         http://www.wina.pl
  • 7         http://sklep-wina.pl/ 
  • 7         http://sklep.festus.pl/
  • 7         http://www.winexpress.com.pl
  • 6,5      http://www.sklep.piwnicawin.pl/
  • 6         http://fws.pl/
  • 6         http://www.dobrewina.pl
  • 6         http://www.winowino.com
  • 6         http://centrumwin.pl
  • 4         http://www.winarium.pl
  • 4         http://www.waldipol.pl/
  • 4         http://www.spirio.pl/
  • 4         http://www.alkoholeswiata.com/
  • 4         http://www.wina-swiata.sklep.pl/
  • 3,5      http://www.castelstore.pl

Sklepy wyspecjalizowane:

  • 4,5     http://www.divino.pl  (Włochy)
  • 4        http://www.dionizos.com (Węgry/Czechy)
  • 3,5     http://www.vinarius.pl (Francja)
  • 2        http://www.starawinnica.pl (Węgry)
04:42, sofanes
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3