Kategorie: Wszystkie | Oceny
RSS
środa, 20 sierpnia 2008

No i proszę bardzo, znowu przekłamałem. Wakacje trwają, byczę się nadal, a w krótkiej przerwie mogę wstawić notkę informacyjną. Jeszcze trochę i wracam, i zdam krótką relację z przelotu koszącego przez Węgry i Słowację. Parę winek wypiłem, wiedzę teoretyczno-praktyczną intensywnie uzupełniam, i chociaż pobyt był krótki i zaskakujący (jak pisałem, oryginalnie plany nie uwzględniały wizytacji regionów winiarskich) nawet dla mnie, o paru spostrzeżeniach postaram się napisać. Generalnie jestem pozytywnie zaskoczony, chociaż po opisach prezentowanych przez prawdziwych ekspertów od naszych bliższych i dalszych południowych sąsiadów (chociażby blog Winobranie) pewnie nie powinienem. No dobra, bo znowu muszę wskoczyć w vozidło i nabijać kolejne setki km na liczniku...

Wszystko to na Wasze Zdrowie!

12:04, sofanes
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 sierpnia 2008

Kochani Moi! Ogłaszam niniejszym wakacyjną przerwę, zaplanowaną na mniej więcej jakieś trzy tygodnie. Postaram się, by w tym okresie jednak udało mi się raz czy dwa zalogować i notkę popełnić, ale gwarancji żadnych dać nie mogę. Liczę za to, że po powrocie poprawi się regularność ukazywania się nowych notek, choć w końcu to blog, a nie CNN. Nie wybieram się, niestety, w regiony wybitnie winiarskie, ale mała szansa, że uda mi się odwiedzić jakąś lokalną winniczkę, jest zawsze. Mam zamiar odpocząć, gdyż od powrotu do kraju  adaptacja przebiegała (i przebiega) bardziej męcząco, niż się spodziewałem. Dość jednak smęcenia, pakuję wino i skarpetki, i ruszam... Wesołych wakacji!

16:43, sofanes
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 sierpnia 2008

Dziś będzie trochę poważniej. Natknąłem się bowiem w sieci na pewną blogową notkę, która sprawiła, że nagle dotarło do mnie wyraziście kilka rzeczy, a parę faktów ułożyło się w logiczniejszą niż do tej pory całość. Kochani Moi, dobrze wiecie, że temat polityki, tego co myśli Pan Prezydent o Panu Premierze i z wzajemnością, i inne podobne zagadnienia ani mnie zanadto nie interesują, ani też nie goszczą na tym blogu. Jeśli jednak polityka zaczyna dotykać mnie osobiście (teoretycznie zawsze tak jest, ale co innego teoria, co innego praktyka), czasami nie ma po prostu wyjścia. Nie myślcie sobie, że reprezentuję tu jakiś nadzwyczaj egoistyczny punkt widzenia – kochani, jeśli lubicie wino, to pewne pomysły mogą dotknąć także i Was. Lepiej protestować odpowiednio wcześnie...

Dobrze, już wyjaśniam, o co mi chodzi. Czy wiecie, co to jest ANPAA? Ja też nie widziałem. Ale wiecie pewnie, co to jest PARPA? To mniej więcej to samo, ANPAA to taki francuski odpowiednik PARPY. Swoje zdanie o skuteczności działań PARPY wyraziłem czas jakiś temu, uważam ją za twór prowadzący walkę z alkoholizmem głównie na papierze. Rzecz w tym, że żaden polityk ani wyższy urzędnik państwowy nie zaryzykuje stwierdzenia, że PARPA – nasza dzielna państwowa jednostka budżetowa – nie jest nikomu do szczęścia potrzebna, zaś jej działania (i budżet też, a czemu nie) mogłyby być scedowane np. na NGO. Mam dziwne przeczucie, że byłyby to pieniądze wydane lepiej i efektywniej. Tak jednak się nie stanie, bowiem jak napisałem wyżej, nikt na PARPĘ ręki nie podniesie, w końcu powstają tam wspaniałe programy – przeciwdziałanie alkoholizmowi wśród młodzieży, kampanie społeczne przeciwko piciu kobiet w ciąży...

Oczywiście, nie uważam, że takie akcje są niepotrzebne – na pewno są potrzebne, tyle tylko, że stanowią one wycinek działalności PARPY. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że z punktu widzenia jej szefostwa (z dyr. Brzózką na czele) najlepszą metodą walki z alkoholizmem jest ograniczanie sprzedaży alkoholu, a już najlepiej całkowity zakaz jego sprzedaży. I takie myślenie wypada nazwać właśnie mentalnością inkwizycyjną. Szkoda klawiatury na przytaczanie po raz setny argumentów o tym, że wszelkie formy mniej czy bardziej intensywnej prohibicji (tu polecam jeszcze dwie swoje starsze historyczne "pigułki", pigułka V i VI) przynosiły ZAWSZE skutek odwrotny od zamierzonego. Wystarczy choćby zajrzeć do rodzimej literatury (po wielokroć opiewającej słynną godzinę 13) czy też podręczników historii powszechnej. Jeśli chce się walczyć z alkoholizmem, trzeba mozolnie pracować nad zmianą mentalności i nawyków przeciętnego Kowalskiego, a nie rozważać, czy lepszy efekt da ukaranie właściciela sklepu grzywną, chłostą, a może ukamienowaniem.

Mentalność inkwizycyjna to prawdziwy problem. Uniemożliwia ona bowiem jakikolwiek kompromis i sugeruje dwubiegunowość świata. Według takiej interpretacji jestem przedstawicielem mrocznych sił Zła, chodzącym najpewniej na pasku złowrogich korporacji budujących zysk na sprzedaży alkoholu (i narkotyków) młodzieży i kobietom w ciąży. Dla kontrastu, Dyrektor Brzózka (swoją drogą, ależ ten człowiek ma parcie na telewizyjne „szkło”!) to anioł zesłany, by uratować nas przed grzesznymi pokusami. Wszystko pięknie, tylko dlaczego PARPA ubolewa, że tak niewiele osób chce popierać ich słuszne działania? Może to źle, że np. TVP nie chce za darmo emitować reklam społecznych przestrzegających kobiety w ciąży przed alkoholem, ale może trzeba było skontaktować się z nimi przed ich nakręceniem? A może warto by było poprosić np. blogowiczów o udział w akcji społecznej? Świeże przykłady pokazują, że jest to sfera ludzi o całkiem sporej sile oddziaływania (ziarnko do ziarnka). Nie, mentalność inkwizytorska to uniemożliwi –  w końcu kto nie z nami, ten przeciw nam, jasne.

No dobrze, ale niech wreszcie napiszę o ANPAA, czyli francuskiej PARPA.
Działania ANPY wzbudzają zainteresowanie na całym świecie, i to już nie tylko winopijców i innych wykolejeńców, ale także np. dziennikarzy zainteresowanych wolnością słowa. Dużo hałasu narobiła np. informacja z początku tego roku o procesie przegranym przez wydawcę gazety Le Parisien, który został zobowiązany do zapłaty kary na rzecz ANPAA, gdyż...przy przeglądowym artykule o szampanach i Szampanii nie ukazała się informacja, iż przysłowiowy „alkohol szkodzi zdrowiu”. Wariactwo? Nie do końca, w rzeczonej kwestii wypowiedział się nawet Nicolas Sarkozy, obiecując poluzowanie idiotycznego prawa, jeśli zostanie prezydentem. Został, i słuch o obietnicy zaginął. Niecałe dwa tygodnie temu za to pojawił się przeciek do prasy o nowym prawie, które jeśli zacznie obowiązywać, będzie zrównywać alkohol z...pornografią. Tak, to nie jest żart, choć brzmi jak skecz.

Wyobrażacie sobie, ile argumentów przybędzie szefostwu PARPA? „No, skoro tak jest we Francji, ojczyźnie wina, to sami Państwo rozumiecie...”

Brr. Wasze Zdrowie!

Dyrektor T.

20:11, sofanes
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 sierpnia 2008

Witajcie!
Klikałem sobie ostatnio tu i tam, szukając jakiegoś ciekawego tematu, który mógłbym podjąć na blogu, i nagle – zupełnie przypadkowo – natknąłem się na pewien artykuł w kulinarno-winiarskim dodatku NYT. Zaciekawiło mnie, że artykuł dotyczył Sauvignon Blanc, która to odmiana w panujących aktualnie temperaturach przyciąga moją uwagę z częstością wyższej od średniej w sposób statystycznie istotny. Czytam słowa winiarskiego guru NYT Asimova...czytam…i nagle jak ten Pan Hilary – nie chcę wierzyć, znowu zerkam…


No, kochani – ja wiem, że Wy we mnie wierzycie, to jasne. Gdybyście jednak mieli pewne wątpliwości, to proszę bardzo – to, o czym Asimov pisze w NYT w lipcu, ja już wiem od miesięcy ;-D.


No dobra, dość żartów – pan Eryk i panel degustacyjny NYT machnęli krótką notkę na paru subiektywnych winkach, więc i nie ma się co nadmiernie ekscytować. Ale pożartować na blogu chyba mogę. No dobra, już wyjaśniam, o co chodzi – tu link do artykułu w NYT, a tutaj istotny cytat:


(…)The wines we liked best seemed to divide into three distinct styles. Some displayed vibrant fruit flavors in the New Zealand fashion, while others emphasized a Loire-like restrained minerality. But our favorites all employed some form of aging in oak barrels.(…) Our top three wines all received some barrel aging. The 2006 Grgich Hills, our No. 1, was lively with plenty of fruit, but it also had the sort of richness and depth that can only come from barrel-aging. Grgich Hills, by the way, uses the somewhat archaic term fumé blanc, which was coined by Robert Mondavi in the 1960s to give cachet to the out-of-fashion sauvignon blanc grape.(…).


No to teraz proszę sobie zerknąć na moją notkę sprzed kilku miesięcy – zdaje się, że rzeczone winko pozostaje najwyżej ocenionym na łamach tego bloga ;-)


No  dobra, jestem gotów się  sprzedać – jeśli tylko jakiś importer jest gotów opłacić mi podróże degustacyjne, mogę się poświęcić i odkrywać dla niego przyszłe przeboje…ostatecznie, jeśli Agora chce mieć porządny serwis o winach (no, nie gorszy niż NYT), no to też się (ostatecznie) mogę zgodzić. Tylko nie pchać się, bo mi się skrzynka pocztowa zapcha…;-)


Wasze Zdrowie!

22:07, sofanes
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 sierpnia 2008

Hmm, jeśli chodzi o sztukę dobierania wina do posiłku wiele już zostało na niniejszym blogu napisane (zobaczcie np. tutaj). Z drugiej strony, jest to temat na tyle szeroki i skomplikowany, że przy odrobinie starań zawsze można znaleźć zagadnienie warte osobnej notki i nieco dokładniejszego potraktowania. Poprzednio rozpisywałem się na temat (nie)tradycyjnych zasad dobierania właściwego winka do odpowiedniego jadełka, próbując przekonać Was (pewnie i tak dawno przekonanych), że nie jest to wcale czynność trudna i niewdzięczna. Na ogół tak właśnie jest; wcześniej czy później jednak nadchodzi moment zwątpienia. Czy rzeczywiście zawsze da się dobrać wino do każdego rodzaju jedzenia? Czy pewne wybory nie są nieco wymuszone? Niektóre połączenia bowiem wydają się co najmniej mocno naciągane.

Dziś właśnie chciałbym zastanowić się nad tzw. impossible pairings, czyli próbom połączenia wody z ogniem. Mariaż wina z niektórymi rodzajami potraw, w szczególności  pochodzącymi z regionów w których wino gronowe jest tradycją świeżą i napływową nie zawsze jest łatwy. Ale jak to mówią zwolennicy prywatyzacji transportu szynowego (a piszę te słowa – autentycznie – siedząc w pociągu gdzieś pośród suwalskich lasów na skutek awarii lokomotywy), po kolei...

Zacznę może od pierwszego zestawienia – jakie wino dobrać do słodyczy, w tym czekolady? Nie jest to wybór łatwy. Wiele osób doradza np. szlachetne porto, i wydaje się to radą całkiem rozsądną, podążającą za zasadą podobieństwa styli. Osobiście wydaje mi się, że poeksperymentować można także z różnymi innymi winami wzmacnianymi, o różnych poziomach słodyczy – może kiedyś sam się trochę pobawię, ale teraz gorąco namawiam Was do popróbowania, bądź podzielenia się swoimi wcześniejszymi doświadczeniami. Wielcem ciekaw. Można także pomyśleć o pójściu w przeciwną stronę, czyli poszukania wina mającego ze słodyczą tyle wspólnego, co ja z Mercedesami. Osobiście zacząłbym od wina o mocnej kwasowości i silnym charakterze; na myśl przychodzi mi oczywiście jakiś bardziej dziki Sauvignon Blanc (to niezwykle uniwersalna odmiana, której jak wiecie jestem wiernym fanem), albo może...hmm... ja wiem, Semillion?

Trochę łatwiej jest już z doborem wina do potraw z grilla, czyli posiłków najczęściej mocno przyprawionych i słonych. Wino o zbyt dużej złożoności zupełnie się w takim towarzystwie zatraci, sensowniej jest więc poszukać czegoś o poziomie skomplikowania konstrukcji cepa. Świetne będzie bezpretensjonalne wino różowe albo szprycer (zresztą niedawno akurat o tym temacie pisałem, więc już na tym poprzestanę).

No dobrze, a co zaproponować jako akompaniament do sushi? Tutaj właśnie pewna elegancja i złożoność wina nie zaszkodzi, choć pewnym dysonansem może być nadmierna owocowość. Sam udałbym się na poszukiwania mniej owocowych i maślanych Chardonnay (najlepiej z informacją na etykiecie, iż nie były w ogóle trzymane w beczce), albo lekko (ale tylko lekko) „benzynowych” Rieslingów.

Te ostatnie (a także Gewurtztraminery i różne ich pociotki) gorąco polecane są też do potraw kuchni indyjskiej mocno przyprawionych curry.

No i wreszcie, last but not least, nasz pocziwy schabowy z tłuczonymi ziemniakami. Wybór bez wątpienia kłopotliwy. Myślałem i myślałem, i nie bardzo wiedziałem, jak go ugryźć. Ale wreszcie wpadłem na pewien pomysł. Kochani, tutaj nie trza kierować się mięsem ani ziemniakami, ale...surówką. Tak, tak. Inne wino pasować będzie bowiem do kiszonej kapusty (kwas do kwasu, tylko proszę bez złych konotacji), a co innego do duszonej fasolki. Tak jest, chyba właśnie w surówce kryje się klucz do tej zagadki!

No dobrze, Wasze Zdrowie!

13:55, sofanes
Link Komentarze (2) »