Kategorie: Wszystkie | Oceny
RSS
sobota, 27 września 2008


Hmm. Kochani, nie samym winem człowiek żyje. Niedawno popełniłem notkę o parowaniu wina z potrawami, które na pierwszy rzut oka z winem nie chcą mieć nic wspólnego, dzisiaj zaś chciałbym napisać parę słów o strawie dla duszy ;-)

Ale o co się rozchodzi? – zastanawiacie się pewnie, że zacytuję klasyka. Słuszne pytanie, słuszne, więc spieszę już z odpowiedzią uściślającą. Różne są oczywiście potrawy dla duszy, mogą być nimi spektakle teatralne, wystawy impresjonistów, czy choćby film w telewizji (słyszałem nawet, że ktoś próbował karmić duszę programem Taniec z gwiazdami; ponoć szybko mu zdechła na takiej karmie), ale mnie chodzi oczywiście o książki. I – równie oczywiście – o książki związane z winem na różne sposoby. Książki o winie, książki o winiarzach, książki o piciu wina i książki – przewodniki po regionach winiarskich. Żeby nie było wątpliwości – nie jest to notka w żadnym razie mentorska, z pewnością nie przeczytałem większości książek o winie na rynku, ale z kilkoma miałem przyjemność. Na tej tylko podstawie jedne książki polecam bardziej, a inne mniej ;-)

W Polsce nie ma chyba konkurencji przewodnik panów Bieńczyka i Bońkowskiego zatytułowany Wina Europy. Przyznam się, że jak na razie od deski do deski nie przeczytałem (jak wiecie, skupiam się raczej na winach poza Europą), przeglądałem jedynie, ale patrząc na inne pozycje wydawnicze, nie ma właściwie co porównywać, przewodnik potęgą jest i basta. Właśnie ukazało się nowe wydanie, więc co tam, zareklamuję, choć nikt nawet butelki wina za to nie postawi...
Jeśli chodzi o inne książki typu przewodnikowo-wprowadzające, na rynku panuje posucha. Ostatnio w Empiku przeglądałem półkę poświęconą tematyce winiarskiej i to, co mnie zaskoczyło, to zupełny groch z kapustą – wszelkie atlasy i atlasiki, porady markizów i takie tam, często niezwykle bogato wydane, nie niosące jednak prawie żadnej treści. Oczywiście, nie każdy zaraz musi wczytywać się w szczegóły lokalnych apelacji w Szwajcarii, ale naprawdę przynajmniej połowa książek na półce to pięknie wydana sieczka.

No dobrze, co więc warto polecić? Jeśli chodzi o kompendium wiedzy o winie, osobiście wysoko cenię Oxford Companion to Wine, autorstwa Jancis Robinson. Pomimo tego, że jest tam trochę błędów (nie korzystam z niego super intensywnie, a już natknąłem się na dwa), to jednak jest to olbrzymia encyklopedia. Zresztą, może to nawet nie błędy, raczej pewne nieścisłości. Polecam każdemu, kto choć trochę interesuje się winem, bo rzecz jest przydatna i dla nowicjusza, i dla starych wypijaczy. Niestety, jest pewien problem – jeśli się nie mylę, nie ma polskiego wydania, a angielskie można kupić co prawda w Empiku (lub Amazonie), ale cena sięga nawet 200 zł. Alternatywą dla Companiona jest Atlas Win Świata Hugh Johnsona i również Jancis Robinson, którego polskie wydanie istnieje, ale zdaje się jest na wyczerpaniu. Z tej dwójki jednak wybrałbym Companiona.

Jeszcze jedna książeczka (no, nie taka książeczka, to niezła cegła) to Wine Bible, stanowiącą coś pośredniego pomiędzy kompendium, a nieco lżejszym przewodnikiem po regionach winiarskich. Niestety, jeśli się nie mylę, ta także jest tylko po angielsku, i nie ma jej w ofercie ani Empiku, ani Merlina. Jednakże w krajach winiarsko cywilizowanych powinna być do dostania.

Jeśli szukacie jednak czegoś mniej encyklopedycznego to polecam Wino dla opornych –  tekst nawiązuje co prawda co i rusz do realiów USA, ale autorzy podchodzą do sprawy tak jak należy, tzn. bez zbędnego zadęcia, z przymrużeniem oka i z przewijającym się w tle mottem: wino jest dla normalnych ludzi, a nie snobów. Nie jest to może najlepsze źródło wiedzy o tym, jakie wino wybrać w sklepie (oferta sklepów amerykańskich i naszych „trochę” się różni), ale wiele spraw bardziej ogólnych jest opisanych ładnie i przystępnie. Do tego dołączone są dodatki nieco „upolszczające” część informacji.

No dobrze, to na razie tyle, niedługo napiszę może coś więcej o winiarskich książkach w stylu bardziej beletrystycznym ;-)

Wasze Zdrowie!

13:19, sofanes
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 września 2008

No dobrze, pisałem niedawno o Węgrach i Słowacji, czas dodać jakąś recenzję...

Dzisiaj parę słów o winie od wspominanego już Juhasz Petera, zdaje się, że niestety niedostępnego w Polsce. Chociaż z drugiej strony, bez przesady z tym wielkim żalem, wino dobre, ale bez szaleństw. Wszystko zależy od ceny, jaką miałoby na polskim rynku; jeśli poniżej 30 zł, to byłby bez wątpienia dobry zakup. Jeśli chodzi o notkę degustacyjną, to wino raczej lekkie, może średnie (dla amatorów tanich Bikaverów na pewno byłoby to zaskoczenie), dosyć owocowe zarówno w bukiecie, jak w smaku (dominacja aromatów leśnych jagód i jeżyn), o garbnikach jak najbardziej zrównoważonych. Niezbyt długie, może o nieco zbyt wątłej strukturze. Czy warto? Warto, ale po nocach się nie będzie śniło. Ocena: 7,5.

Egri Bikaver 2005, Juhasz Peter

poniedziałek, 22 września 2008

Moi Drodzy!
Dzisiaj krótko, bo zajęty byłem ostatnio różnymi wesołymi rozrywkami, jak np. trenowaniem parkowania tyłem wśród drzew po wcześniejszej próbie pokonania zakrętu bokiem, co też, jak sami przyznacie, nie jest sztuką łatwą, lekką i przyjemną. Ponieważ udało mi się zająć jedyne wolne miejsce parkingowe w całym Stumilowym Lesie, przypuszczam, że z niewiadomych przyczyn asystuje mi co najmniej dwóch A. Stróżów (każdy z licencją rajdową R-1).  Ale o czym to ja miałem? Ach, czas na kolejną szybką porcję winiarskich wiadomości z szerokiego świata...

Kiedyś przytaczałem już nius, iż Merlin (śladem Amazonu) zamierza prowadzić sprzedaż wina przez Internet. Nie do końca okazało się to prawdą, ale poczekajmy, a może zajmie się tym Wyborcza, ale któraś inna gazeta – w końcu skoro zakupując w kiosku komplet gazet z jednego tygodnia można wyposażyć sobie dom, ogród i garaż, wypchać kosmetyczkę i zapełnić półki z filmami i książkami, to czemu by tak nie uzupełnić domowej piwniczki? Tym tropem (no, może nie do końca) poszedł Wall Street Journal, który jak najbardziej prawdziwie otworzył właśnie sieciowy sklep z winem.

Francuscy winiarze wystosowali ostatnio list otwarty do własnego rządu, zwracając się z prośbą o ochronę przed atakami ze strony lobby anty-alkoholowego (o rzeczywiście kuriozalnych pomysłach francuskiej PARPY pisałem niedawno tutaj). Nie mogę wyjść ze zdziwienia, że takie rzeczy dzieją się właśnie we Francji...

A u nas – jakby powoli szło ku lepszemu. Wygląda na to, że długo wyczekiwane prawo do sprzedaży wina przez małych producentów w końcu wejdzie w życie. Dość dokładną instrukcję rejestracji winnic na przyszły rok serwuje portal winiarzy zielonogórskich, ale zainteresowani pewnie już dobrze o tym wiedzą. Poza tym, na Vinisferze ukazał się jeden z najbardziej dokładnych artykułów o największym szkodniku winnic w historii, czyli filokserze (sam pisałem o niej kiedyś tutaj). Ciekawe i warte przeczytania.

No i to tyle...
Wasze Zdrowie!

PS. I uważajcie na drogach, jak rany, pogoda teraz taka, że szkoda gadać...

12:07, sofanes
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 września 2008

Zainspirowany (no dobra, niech będzie, że ordynarnie zrzynam...) notką na blogu Winobranie postanowiłem bliżej przyjrzeć się intencjom osób, którym mój blog wyświetlił się w wyszukiwarce w odpowiedzi na dręczące ich pytania. Tak jak autorzy Winobrania, mam jednak pewne obawy, czy w każdym wypadku ciekawość poszukujących została zaspokojona...

Poniżej lista wybranych zapytań, po których trafiono na mój skromny blog. Interesujące, że tak wiele haseł związanych było z szeroko pojętym światem zwierząt. Ki diabeł...?

     

Bibeloty pochodzenie słowa

Blox dla właścicieli koni

Czy dużo kosztują sporty ekstremalne

Czasopisma satyryczne na świecie

Definicja alkoholizmu wedlug PARPY

Do czego służy sól

Duże gofry

Gdybym jeszcze raz żył Kolumbia

Gdy się przyśni mszyca

Jak celnie strzelać

Jak można zajść w ciążę

Już wkrótce zaczniecie dojrzewać

Kozy i fermentacja

Stare ciotki

Straszliwe obrazki

Trampki ręcznie zdobione

Mordercze owady

Najwięcej alkoholików to francuzi

Nie odczuwamy smaku

Nietoperza

Odmiany kaczek

Pliniusz starszy eksploatacja

Wszystko o owcach

Zdjęcie kondora kalifornijskiego

Złe kozy


18:42, sofanes
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 września 2008

Najsłynniejszym – jeśli kierować się ilością zapisanych stron przewodników winiarskich – regionem winiarskim Węgier jest Tokaj. To jedno z nielicznych „winiarskich” miejsc na świecie, które swoją sławę zawdzięcza głównie winom słodkim. Nie oznacza to oczywiście, że inne wina z Tokaju nie są warte zainteresowania; niewykluczone, że jest wręcz przeciwnie. Próbowanie win o zupełnie różnych stylach, wytrawności, mocy i budowy, a stworzonych z tej samej odmiany winogron rosnących w tym samy miejscu może dostarczyć wiele frajdy każdemu, kto będzie miał okazję w takim wydarzeniu uczestniczyć. Wystarczy wybrać się choćby na weekendową wycieczkę ;-)

Samo miasto jest w zupełnie innym stylu, niż Eger – kameralne, ciche i sprawiające wrażenie zamkniętego w sobie. Składa się z dwóch części – starej i nowej, połączonej niemalże jedną ulicą, co sprawia trochę dziwne wrażenie. Piwnice i sklepy z winem można znaleźć w obu częściach, ale większość miejscowych radzi omijać rynek i wybrać się na ulicę umiejscowioną nieopodal dworca kolejowego, gdzie znajduje się coś na kształt Egerskiej Doliny Pięknej Pani (czyli kilka piwnic prowadzących degustacje i sprzedaż wina ulokowanych w jednym miejscu). W starszej części znajduje się za to Muzeum Tokaju – jest to jednak przybytek, mówiąc delikatnie, dziwaczny. Tylko połowa eksponatów ma związek z winem (gdyż jest to muzeum miasta Tokaj, a nie wina), a właściwą ekspozycję tworzą...gabloty z butelkami najsłynniejszych producentów. Ani słowa rysu historycznego, kontekstu, czegokolwiek! Do tego jeszcze jakaś stara prasa koszowa i zakurzona beczka. Przyznam się, że więcej ciekawych eksponatów widziałem w niektórych miejscowych winiarniach.

Jakie wino przywieźć z Tokaju? Znowu, tak jak w przypadku Egeru zbiorowa mądrość każe wymienić kilku producentów: Disznoko, Royal Tokaji Company czy Oremus. Ja ze swojej strony miło wspominam wizytę w dwóch winnicach samego miasteczka Tokaj (region jest troszkę większy) – Benko Borhaz oraz Erdos Pince. Oczywiście warto próbować różnych win, ale nie można wrócić z wycieczki bez jednej choćby butelki Tokaju Aszu, wyjątkowego w świecie wina wytwarzanego ze zbotrytyzowanych winogron.

„Zbotrytyzowanych” to znaczy dotkniętych „szlachetną pleśnią”. Pod jej wpływem jagody kurczą się, tracą wodę, a ich metabolizm ulega zmianie. W efekcie cukry, polifenole i inne związki w jagodach ulegają znacznemu zagęszczeniu. Dotknięte grzybem winogrona są po zbiorze ręcznie selekcjonowane i oddzielane od reszty. Warto zauważyć, że „szlachetna pleśń” to dokładnie...szara pleśń, a kluczowym czynnikiem decydującym o tym, czy winogrona spleśnieją w sposób zwyczajny, czy też osiągną niewątpliwie szlachetny stan zbotrytyzowania jest pogoda. W okolicach Tokaju jest dokładnie taka, jaka powinna być – dosyć wilgotna na początku jesieni, a potem ciepła i przewiewna, faworyzująca proces "zasychania".

Winogrona dotknięte szarą pleśnią są następnie miażdżone i przerabiane na super-słodką, zagęszczoną masę o nazwie – nie zgadniecie – Aszu.

Pasta ta jest następnie dodawana do młodego wina wykonanego z reszty winogron nie dotkniętych grzybem. Historycznie Aszu dodawano w pojemnikach o nazwie puttony od trzech do sześciu na beczkę z młodym winem o  pojemności około 140 l. Stąd wzięła się obowiązująca do dziś skala słodkości Tokajów Aszu. Ilość „putonów” decyduje więc bardziej o poziomie słodkości wina, niż jego jakości! Tokaje o wyższej ilości putonów są droższe od tych o mniejszej ponieważ zawierają więcej Aszu, którego wyrób jest bardzo pracochłonny.

Jeśli chodzi o inne rodzaje Tokajów, warto wymienić jeszcze Szamorodni (słowo pochodzi z polskiego, oznacza, iż jest to Tokaj zrobiony z winogron takich, jakie zebrano, częściowo zbotrytyzowanych, częściowo nie – bez selekcji) i Eszencię, czyli ekstremalnie słodkie wino powstałe z samoczynnego odcieku soku podczas przygotowywania pasty Aszu. Jak wieść niesie, spróbowanie tego ostatniego przez ludzi przywykłych do win wytrawnych może skończyć się pomieszaniem zmysłów, zawałem serca i cukrzycą. Ładny schemat tego jak wytwarza się różne tokajskie wina możecie znaleźć tutaj.


Wasze Zdrowie!

19:12, sofanes
Link Komentarze (6) »
niedziela, 14 września 2008

Muszę się przyznać, że kiedy dojeżdżaliśmy do Egeru, emocje sięgały zenitu. To przecież TEN Eger! Natychmiast przychodzą wspomnienia lat szkolnych, kiedy pokątnie próbowało się czerwonego wina, żeby zaimponować dziewczynom i wydać się (głównie w swoich oczach...) postacią tajemniczo-romantyczną i nadzwyczaj wysublimowaną. Ech, to studiowanie karty win z ówczesnych restauracji, świeżo przeniesionych na grunt kapitalizmu, gdzie oprócz wzmiankowanego Egri Bikavera alternatywą pozostawała Sophia..., a przecież są jeszcze starsze wspomnienia! Na przykład przedświąteczne rodzinne zakupy – rzeczona butelka musiało pojawić się na stole, choć tak naprawdę nikt w rodzinie za winem nie przepadał (tu przyznać trzeba, że większość winnej oferty w sprzedaży nie była dużo większa niż wyżej przytoczona karta win z jadłodajni, zaś ich jakość – jakby to ująć -  nie rozpieszczała podniebienia). Wino wybitnie nadawało się jako towarzysz do jedzenia; użyłem słowa „wybitnie”, gdyż trudno było je po prostu przełknąć bez zagryzki. Tak, tak, jedni przenoszą się w przeszłość za sprawą zapachu magdalenek, inni rozklejają się na sam widok butelki z napisem Egri Bikaver.

No dobrze, ale bądźmy poważni, to w końcu nie jest blog o polityce ani literaturze. Warto przypomnieć po raz kolejny, że duża część czerwonych win z Egeru reprezentuje bardzo przyzwoitą jakość i nie ma zupełnie nic wspólnego – poza nazwą – z większością Bikaverów zalegających sklepowe półki w polskich sklepach i kuszących ceną w okolicach 15 zł. Sama nazwa „Bycza Krew” nie mówi bowiem zbyt dużo konsumentowi o tym, z jakim właściwie winem ma do czynienia, ani tym bardziej o jego jakości. Jedyne, co można stwierdzić prawie z pewnością o najsłynniejszym winie Egeru to fakt, iż jest to kupaż (inaczej cuvee, blend, albo mieszanka ;-) win z przynajmniej trzech odmian winorośli uprawianej lokalnie, a tych ostatnich jest całe mrowie. Teoretycznie można więc stworzyć Egri skomponowane np. z Pinot Noir, Cabernet Sauvignon, Syrah i Merlota. W Oxfordzkim Companionie napisane jest co prawda, że blend powinien zawierać wszystkie z lokalnych odmian, ale coś mi się wydaje, że wkradł się tam błąd. Jak ktoś wie (na 100%) jak to wygląda w tej chwili (przepisy winne na Węgrzech zmieniały się kilka razy w ciągu ostatnich 15 lat), proszę o komentarz.

W praktyce oczywiście równie świetne pomysły nie mają szans na realizację, zaś większość blendów zawiera większą lub mniejszą część Kekfrankosa. Dość często stosuje się też popularne odmiany bordoskie (Cabernet Sauvignon, Cabernet Franc, Merlot), czasem historyczną Kadarkę. W skład kupaży może wchodzić jeszcze z dziesięć innych odmian i nie ma chyba sensu wszystkich ich tu wymieniać. Jeśli chodzi o producentów, moje zbyt skromne doświadczenie nie pozwala na osobiste rekomendacje. Jednak pewna grupa producentów wymieniana jest w różnych miejscach mniej lub bardziej pozytywnie: są to np. Tibor Gal, Thummerer, Bock. Co ciekawe, ich wina są dostępne w Polsce, choć oczywiście taniej można je kupić za granicą.

No dobrze, a jeśli chodzi o moje wrażenia z pobytu w Egerze? Zacznę może nie od wina, ale...od informacji turystycznej. Bardzo polecam wizytę w centrum informacji turystycznej (przy rynku w Egerze). Dobra obsługa, zapewniają pomoc przy poszukiwaniu kwater, a do tego można uzyskać sporo informacji na temat tego, co aktualnie dzieje się w okolicy. Jeśli chodzi o same miasto, można próbować wina na rynku, ale większość osób udaje się do tzw. Doliny Pięknej Pani, czyli miejsca, gdzie zlokalizowane są turystyczno-winiarskie przybytki z piwnicami i jadłodajniami. Czy rzeczywiście warto się tam wybrać? Cóż, każdy musi sam spróbować, ale jakość wina mocno się różni między różnymi domami winiarskimi. Nic szczególnie wybitnego nie spróbowałem, za to fatalnie wspominam wizytę w piwnicy Molnara Laszlo (fatalna obsługa, fatalne wino, co tu dużo pisać). Dwie piwnice, gdzie podobało mi się bardziej (niestety, dokładne notatki konkretnych win zaginęły w niewyjaśnionych okolicznościach) to Sike Tamas i Juhasz Peter.

No i to by było na tyle, jeśli macie własne doświadczenia z wizyty w regionie, dopisujcie się w komentarzach...

Wasze Zdrowie!

16:06, sofanes
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2